• Wpisów: 29
  • Średnio co: 71 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 19:30
  • Licznik odwiedzin: 8 195 / 2157 dni
 
brunkowa00
 
Cała trójka była uśmiechnięta i roześmiana. Tylko gdzie był Bruno?

- Dzień dobry. –Mruknęłam. Spojrzeli na mnie jak na kupę nieszczęścia. W sumie to nawet nią byłam.
-Cześć. –Philip posłał mi swój sympatyczny uśmiech.
-Dzień dobry. –Jednocześnie odpowiedzieli mama i tata.
-Gdzie Bruno? –Spojrzałam na Philipa oczekując od niego odpowiedzi.
-Tu jestem! –Podszedł do mnie od tyłu i przytulił. – Jak się czujesz? –Puścił mnie i dokończył suszenie swoich włosów ręcznikiem. Miał na sobie granatową koszulkę i spodnie do kolan.
-Bruno dziękuję za wczoraj. Gdyby nie ty, nie wiem, co bym zrobiła. –Uśmiechnęłam się.

_________________

-Emily to drobiazg. Za to przenocowaliśmy u Ciebie. –Uśmiechnął się. – Musimy się zbierać. Lecimy dzisiaj do LA. –Patrzyliśmy sobie w oczy, westchnął cicho.
-Co? Nic mi nie mówiłeś… -szepnęłam, a do moich oczu napłynęły łzy. Nawet nie zdałam sobie sprawy, że to jedno krótkie zdanie może się tak silnie na mnie odbić. Bruno wróci do LA. Zostawi mnie samą, samą jak palec. Ja go chyba kocham… Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do pokoju.
-Em… - Słyszałam Bruna za sobą. Weszłam do pokoju i zatrzasnęłam drzwi, lecz ich nie zamknęłam na klucz, położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Ja go kocham. Tak! Kocham! Bardzo! Muszę z nim porozmawiać. Natychmiast. W tym samym czasie wszedł do mojego pokoju, uklęknął przy moim łóżku. – Emily… Kiciu. – Pogładził moje ramie. Nachylił się do mnie i pocałował mnie lekko w szyję. Delikatnie drgnęłam.
-Bruno… -mruknęłam i odwróciłam się do niego. Po moich policzkach spływały łzy. A on złączył nasze wargi w gorący i namiętny pocałunek.
Nie spodziewałam się tego. Czy on to robi, żeby mnie pocieszyć? Wie jak on na mnie działa? Czy bierze mnie na litość? Miliony i miliardy myśli przemknęło przed moją głowę.
Położył dłoń na moim udzie. Delektowałam się każdym minimetrem jego ust.
Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Byliśmy jak zahipnotyzowani.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, oderwaliśmy się od siebie, a do pokoju wszedł Philip. Spojrzałam na Bruna, wstałam i minęłam Phila w drzwiach. Poszłam do łazienki zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Przygryzłam dolną wargę.
Ten pocałunek był niesamowity. –Pomyślałam- Coś wspaniałego, coś, czego nie przeżyłam nigdy. Niczego innego nie chcę, tylko jego: Bruna. Jest niesamowity. Nie mogę znaleźć jakichkolwiek słów opisujących to, co czuję do Bruna. Kocham go, tylko tyle.

Wzięłam szybki prysznic. Wyszłam z łazienki z turbanem na głowie i w ręczniku. Przemierzyłam korytarz, żeby wejść do swojego pokoju. Otwierając drzwi zauważyłam Bruna stojącego przy regale, gdzie były moje zdjęcia i medale.

-B-Bruno.. –Wydukałam, patrząc na niego. Odwrócił się do mnie, trzymał w dłoni zdjęcie. Najwyraźniej nie spodziewał się mnie w tej chwili, był trochę sparaliżowany. Podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego ramieniu. Trzymał moje zdjęcie, na którym byłam ja i moja zmarła klaczka Łyska.
-Jeździsz konno? –Spojrzał na mnie, lustrując moje ciało.
-Jeździłam. – Zabrałam mu zdjęcie i odłożyłam je. Nie chciałam wspominać przyszłości. Nie była zbyt kolorowa.
-    A czemu nie jeździsz? Bo chyba kochasz to, co robisz… Nie każdy może mieć taką kolekcję medali. –Patrzyłam na niego.
-Bo nie… - Chciałam udać obojętność, ale chyba mi się nie udało, usiadłam na łóżku.
-Emily… -Przykucnął przede mną-, Czemu mi nie powiesz? –Położył dłonie na moich kolanach. –To, chociaż nie bądź smutna. –Pogładził moje kolana.
-Nie chcę do tego wracać. –Położyłam swoje dłonie na jego.
-Rozumiem. –Uśmiechnął się i wstał –No… trzeba jechać i się spakować.
-Musisz? –Wstałam za nim.- Bruno… zostań ze mną, proszę.

Wyobrażam sobie jak mogłam teraz wyglądać. Jak jakaś Sierotka Marysia. Nie chciałam się z nim rozstawać. Był kimś ważnym dla mnie. Osobą, która jest moim ideałem. Jeśli on wyjedzie do LA, kto się mną zajmie. Ja bez niego nie istnieję.

-Em.. Emily… -Bruno machał ręką przed moją twarzą. Wyrwał mnie z rozmyśleń. Ocknęłam się, pomrugałam gwałtownie kilka razy. –Nie mogę zostań. Muszę lecieć do Jessicy. Już tydzień się nie widzieliśmy, tęsknię za nią.
-Jaka Jessica? –Patrzyłam na niego jak na idiotę. Nie wspominał mi o żadnej dziewczynie.
-Jesteśmy razem, jest moją dziewczyną. –A do moich oczu napłynęły łzy. Dlaczego nic mi o niej nie opowiadał? Po co mnie pocałował? PO, CO?! Zranił mnie. Nienawidzę go.
-Wynoś się z mojego domu. –Wyszeptałam cicho. Po moich policzkach spływały łzy. –Nie chcę cię widzieć! –Krzyknęłam.
-Emily… - Podszedł do mnie, a ja uderzyłam go w twarz.
-Zabieraj tego swojego kolegę i wynoś się! To, że jesteś gwiazdą, nie znaczy, że możesz ranić, kogo chcesz! –Ponownie krzyknęłam i nie dałam dojść mu do słowa.
Odprowadziłam go wzrokiem. Wyszedł. Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać. Jak on mógł mi coś takiego zrobić? Czemu mi nie powiedział? CZEMU?! Kocham go…, ale to, co mi zrobił… nie wiem czy mu przebaczę. Weszłam głębiej pod kołdrę, okryłam się po same uszy. Wzięłam telefon, który leżał na szafce obok łóżka i zadzwoniłam do Diany.
Pierwszy sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci sygnał.
„Przepraszamy, ale ten numer jest chwilowo zajęty.”
Super- Pomyślałam. Spróbowałam jeszcze raz.
Nikt nie odbiera. Słychać tylko drętwy dźwięk nieodebranego telefonu.
Zmęczona po próbach dodzwonienia się do przyjaciółki, odłożyłam komórkę i wstałam. Postanowiłam się ubrać. Założyłam miętowe rurki, czarną bluzę i czarne trampki. Do kieszeni wsunęłam komórkę. Z szafy wyciągnęłam walizkę podróżną i rzuciłam ją na łóżko.


______________________

Luudzie no!! :(
Ktoś tu w ogóle JEST?!

CICHO TU..
STRASZNIE.. ;C

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.