• Wpisów:30
  • Średnio co: 69 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:36
  • Licznik odwiedzin:8 196 / 2157 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
milkakoniara12
 
brunkowa00
 
Mmm Bruno pasuje do Martiny Stoessel <3
 

 
-Bruno przestań! Nie jesteś sam! Ja nie mam tylko Ciebie! Zachowujesz się jak dziecko, albo jeszcze gorzej. Wiesz przecież jak jest. –Patrzyłam na niego jak na idiotę.
-Emily, nie chcę się kłócić… -Podszedł do mnie i złapał moje dłonie. –Przepraszam, ale mam przeczucie, że mnie zaniedbujesz. –Westchnął.
-Skarbie. –Położyłam dłonie na jego aksamitnych policzkach. –Kocham Cię i nigdy bym Cię nie zaniedbała. –Na jego ustach złożyłam soczysty pocałunek. –Jesteś moją Pandą. –Zaśmiałam się i oparłam swoje czoło o jego.
-Ja Ciebie też kocham… Surykatko. –Zaśmiał się.

_______________________________________

-Bruno wybrać płatki kukurydziane czekoladowe czy zwykłe? –Stał do mnie tyłem i wybierał mleko.
-Czekoladowe. –Mruknął i czytał, co jest na opakowaniu od mleka. Wrzuciłam dwie paczki czekoladowych płatków.

***

-Jeju! Bruno, co to jest?! –Piszczałam jak mała dziewczynka, gdy tata kupił jej nową lalkę. Bruno w rękach pudełko i coś się w nim ruszało.
-Sama zobacz… -Przybliżył się do mnie i pozwolił mi otworzyć pudełko. Złapałam za wieko pudełka i niepewnie spojrzałam Brunowi w oczy. Podniosłam papierową część. Ujrzałam małego szczeniaczka. Rottweiler. Na szyi miał obrożę z małą tabliczką i było na niej napisane „Geronimo”.
-Jest śliczny. – Wzięłam szczeniaka na ręce i przytuliłam go.
-Cieszę się, że podoba się tobie. –Uśmiechnął się i pocałował delikatnie mój policzek.
-Jest boski.. Jak ty.

Uwielbiałam psy. Od dziecka miałam kota na punkcie koni i psów. Gdy byłam mała mój tata, nie wiem, jakim cudem zdobył dla mnie owczarka niemieckiego. Wabił się Dragos. Był moim pierwszym psem, którego tak kochałam i pielęgnowałam. Bez względu na pogodę, humor czy czas, zawsze, ale to ZAWSZE wychodziłam z nim na spacery. W sumie to on mi poprawiał mi humor, ale również, gdy wchodziłam do stajni i usłyszałam rżenie koni na mojej twarzy pojawiał się uśmiech.

Ze wspomnień wyrwał mnie dźwięk telefonu. Bruno wziął ode mnie Geronima, a ja pobiegłam do sypialni.
Na wyświetlaczu widniał napis „Justin Bieber”, wstrzymałam oddech wzięłam komórkę do ręki, po czym przyłożyłam ją do ucha.

-Słucham? –Mój głos zadrżał.
-Czy pani Emily Brown?
-Tak.
-Mógłbym się spotkać z panią dzisiaj o godzinie 16.30 pod moim domem?
-Yyy… Em… Tak, raczej tak.
-Dobrze to do zobaczenia.
-Do widzenia.. –Zanim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam drętwy dźwięk odłożonej słuchawki.

Usiadłam na łóżku i przetarłam twarz dłońmi. W tej samej chwili do sypialni wszedł Bruno, a za nim przybiegł czarno-brązowy szczeniak.

-Kto dzwonił? –Usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
-Bieber. –Mruknęłam.
 

 
NIE UWIERZYCIE!!
Siedze sobie i czytam opowiadania, a tu nagle leci piosenka Brunzika.

W REKLAMIE JAKICHŚ PERFUM !!
AXTBJCTTZEFGXFVFNJKMBFJKIBGCTGTBYCDSZBKF!!!


  • awatar Iwus: @Brunkowa ;3: ale ja jestem!! I tak normalnie ta reklama na polsacie leciała??
  • awatar Brunkowa ;3: @Iwus: nie jestem pewna. :3 @LMP: to musiało wyglądać bosko.. :D
  • awatar LMP: Mnie zawołał brat krzycząc, że Bruno śpiewa. Mało co się nie zabiłam biegnąc do tv, a tam JTWYA i reklama perfum :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Nie wiem jak wy, ale ja chcę zeby zostal moim mezem. *o*
 

 
Woow. *_*
"Ostatni wpis: 21 dni temu"
Straszne. o.O A co mi tam, macie odcinek.

______________________________
Do mieszkania weszła Diana. Była zdenerwowana. Bardzo. Wyłączyłam suszarkę i podeszłam do niej.
-Co się stało? - Stała do mnie tyłem.
-Nic. - Mruknęła.
-Diana...no przecież bez powodu nie byłabyś tak zdenerwowana. - Usiadłam na krześle w kuchni. Nadal stała do mnie tyłem. Nagle się odwróciła i spojrzała na mnie. Z dłoni wypadła mi szczotka do włosów. Do moich oczu napłynęły łzy, które mimowolnie zaczęły spływać po moich policzkach. Wyglądała koszmarnie. Pod okiem miała ogromnego siniaka. Jej wargi były sine i krwawiące. Jeden policzek spuchnięty.
-Kto ci to zrobił? - Przytuliłam ją, obydwie płakałyśmy.
- Harry. - Wypowiedziała to przeklęte imię.

W głębi duszy czułam, że powinnam się zemścić. Nie puszczę mu tego płazem. Zabiję śmiecia.
Diana płacząc opowiadała mi o wszystkim. Była w banku, żeby sprawdzić stan konta. Gdy wyszła Harry zapędził ją w jakiś ślepy zaułek i pobił ją. Namawiałam ją aby zgłosiła to na policję, ale nie chciała tego zrobić. Musiał jej pogrozić.

________________________

Rozmawiałyśmy przez cały wieczór. To znaczy ja ją opatrywałam. Bruno siedział razem z nami. Diana siedziała na skórzanym, bordowym fotelu. Lubiłam na nim siedzieć i czytać książki.
Była przygnębiona i zdenerwowana tą całą sytuacją. Czemu ona musi cierpieć przeze mnie? Czym ona przewiniła? Co ona mu zrobiła?! Moja najlepsza przyjaciółka.
Z zamyśleń wyrwał mnie uścisk Bruna.

-Już się nie martw. –Na mojej szyi złożył delikatnego jak powiew powietrza buziaka.

Diana wstała i poszła do kuchni.

-Zrobię nam herbaty. –Zaproponowała, a ja usiadłam na jej miejscu. Byłam strasznie przejęta.
-Emily… -Nachylił się do mnie. Chciał złożyć na moich ustach pocałunek, ale ja go odepchnęłam.
-Bruno nie chcę, przepraszam. –Spojrzałam mu w oczy.
-Dobra… -Wyprostował się –Nic tu po mnie. Zadzwonię do ciebie jutro. Cześć. –Wyszedł z domu.

Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami. Diana wyszła z kuchni i spojrzała na mnie pytająco. Dłoniach trzymała tace z herbatami.

-Co się stało? –Położyłam naczynia na stole.
-Nie mam dla niego czasu. – Westchnęłam. – Nie wiem czego on ode mnie oczekuje.

***

-Bruno przestań! Nie jesteś sam! Ja na mam tylko Ciebie! Zachowujesz się jak dziecko, albo jeszcze gorzej. Wiesz przecież jak jest. –Patrzyłam na niego jak na idiotę.
-Emily, nie chcę się kłócić… -Podszedł do mnie i złapał moje dłonie. –Przepraszam, ale mam przeczucie, że mnie zaniedbujesz. –Westchnął.
-Skarbie. –Położyłam dłonie na jego aksamitnych policzkach. –Kocham Cię i nigdy bym Cię nie zaniedbała. –Na jego ustach złożyłam soczysty pocałunek. –Jesteś moją Pandą. –Zaśmiałam się i oparłam swoje czoło o jego.
-Ja Ciebie też kocham… Surykatko. –Zaśmiał się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wstaliśmy z sofy, a Bruno obejmując mnie od tyłu pocałował mnie w ramię patrząc na oddalającą się Dianę. Odwróciłam głowę w jego stronę i uśmiechnęłam się.
-Na prawdę chcesz się mną nacieszyć? -Położyłam swoje dłonie na jego.
-A ty nie chcesz? -Położył głowę na moim ramieniu.
-Jasne, że chce! -Pocałowałam go.
-Mmm... to mamy cały dom dla siebie? -Poruszył brwiami.
-Dokładnie tak. -Uśmiechnęłam się.
-A, co będziemy robić? -Zrobił "pierdziocha" na moim karku.
-Ej!!! -Zaśmiałam się i odsunęłam od niego.
-Chodź tuu! Chcę cię w końcu przytulić! -mówi wyciągając ręce w moją stronę.
- Nie lubię pierdziochów! -Śmieję się. -To łaskocze!

_____________________________

Leżeliśmy na kanapie. Bawiłam się jego loczkami.

-Emily... -Mruknął.
-Słucham? - Nadal głaskałam jego włosy.
- Kochasz mnie? - Odwrócił głowę i patrzył na mnie.
- Kocham Cię Bruno.- Uśmiechnęłam się.
Pocałował mnie w czoło i przytulił do siebie.
-Ja też Cię kocham. -Powiedział szeptem.
- Diana wyszła...jesteśmy sami...- Zaśmiałam się.
- Mmm... mamy cały dom dla siebie. - Mruknął i pocałował mnie w czoło.
-I co z tego? - Ustałam na czworaka na łóżku, nachyliłam się nad nim.
-Nie udawaj, że nie wiesz... - Podniósł głowę, a ustami złapał moją dolną wargę.
-Nie mogę... - Na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Masz okres? - Złapał za końcówki moich włosów i delikatnie je pociągnął.
- Mhm. -Mruknęłam, przytakując głową.
-To innym razem. - W jednej chwili przewrócił mnie na łóżko i teraz on nachylał się nade mną.
-A ty wytrzymasz, ty mój bohaterze? - Położyłam dłonie na jego ciepłych i miękkich policzkach.
-No nie wiem. Będzie trudno. -Westchnął i spojrzał na mnie zabawnie.

* * *

Pisnęłam, gdy usłyszałam dźwięk otwieranego szampana. Bruno o mało mnie na zabił. Zrobiliśmy sobie taką małą, odświętną kolacje. We dwoje przy świecach. Sami. Tylko my. Ja i Bruno. Dostałam od niego piękny prezent. Nie myślcie sobie o jakiejś rzeczy. Po prostu był ze mną i się świetnie dogadywaliśmy. Niczego więcej do szczęścia nie potrzebuje. Siedzieliśmy na kanapie i popijaliśmy szampana, a w między czasie karmiliśmy się ciasteczkami i cukierkami.
Cały salon oświetlony był małymi świeczkami, a w rogu pokoju zapalona była lampka. Patrzyliśmy sobie w oczy. Gładziliśmy własne dłonie.

-Emily jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem. Jesteś wyjątkowa. Just The Way You Are.- Na te słowa moje poliki zapłonęły, czułam, że stały się tak czerwone, że aż sine.
-Bruno, dziękuję ci bardzo. Jesteś romantyczny, wiesz o tym? -Zamknęłam oczy i westchnęłam. -Kocham Cie Bruno.- Złączyłam nasze usta w namiętny pocałunek. Języki tańczyły w rytm naszych wspólnych bić serc. Z dłoni wypadł mi kieliszek z szampanem. Naczynie rozbiło się na kilkaset mniejszych kawałków. Wtopiłam palce w jego czarne loki. Bruno odłożył swój kieliszek na szafkę obok.

* * *

-Natalie ty głupia krowo!!!- Zaczęła się śmiać, a ja razem z nią. -Co ty mi zrobiłaś?! Przecież ja jutro mam randkę z chłopakiem!
Ja tej dziewczyny nie rozumiem. Podeszła i oblała mnie musztardą. Niech tylko podejdzie, a ja ją uduszę. Wzięłam swoje rzeczy i szybko pobiegłam do domu. Wzięłam prysznic i suszyłam włosy. Do mieszkania weszła Diana. Była zdenerwowana. Bardzo. Wyłączyłam suszarkę i podeszłam do niej.
-Co się stało? - Stała do mnie tyłem.
-Nic. - Mruknęła.
-Diana...no przecież bez powodu nie byłabyś tak zdenerwowana. - Usiadłam na krześle w kuchni. Nadal stała do mnie tyłem. Nagle się odwróciła i spojrzała na mnie. Z dłoni wypadła mi szczotka do włosów. Do moich oczu napłynęły łzy, które mimowolnie zaczęły spływać po moich policzkach. Wyglądała koszmarnie. Pod okiem miała ogromnego siniaka. Jej wargi były sine i krwawiące. Jeden policzek spuchnięty.
-Kto ci to zrobił? - Przytuliłam ją, obydwie płakałyśmy.
- Harry. - Wypowiedziała to przeklęte imię.

W głębi duszy czułam, że powinnam się zemścić. Nie puszczę mu tego płazem. Zabiję śmiecia.
Diana płacząc opowiadała mi o wszystkim. Była w banku, żeby sprawdzić stan konta. Gdy wyszła Harry zapędził ją w jakiś ślepy zaułek i pobił ją. Namawiałam ją aby zgłosiła to na policję, ale nie chciała tego zrobić. Musiał jej pogrozić.

_________________________

Hej Hoolies!
OSTATNI POST DODAŁAM DWA TYGODNIE TEMU! O.O
no, ale co tam..


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
-Diana! –Zauważyłam ją, podbiegłam do niej i przytuliłam.
-Emily, jak się cieszę, że Cie widzę. –Odwzajemniła mój uścisk .
-Tak tęskniłam! –Nadal się przytulałyśmy.
-Ja też Emily. –Pocałowała mnie w policzek – No opowiadaj co tam u Ciebie? Nie widziałyśmy się tak długo.- Zaczęłyśmy iść. – Jak twoja współpraca z Bieberem?
-Nie dostałam ten pracy. Znalazł innego tancerza…
-No chyba żartujesz! –Krzyknęła oburzona.
-Ale spokojnie… Na pewno coś znajdę. – Uśmiechnęłam się.

____________________

Muszę się Wam czymś pochwalić! Sama w to nie wierzę, ale... Diana kupiła dom tu w LA, a ja znalazłam pracę w barze! Niezbyt ładnie brzmi, ale na początek może być. Przeprowadziłam się do Diany i teraz z nią mieszkam. Bruno całymi dniami przesiaduje w studio, więc za bardzo się nie widzimy. Mamy dla siebie tylko niedzielę, ale i tak nie całą tylko wieczorem. Chociaż Bruno wczoraj obiecywał mi, że dzisiaj będzie wcześniej. Trzymam go za słowo.
Siedziałam w salonie i czytałam książkę: Stephen King " Bezsenność ". <<Czy doktorek nr.1 i doktorek nr.2 wyszli przez drzwi frontowe? Im dłużej myślał, tym bardziej w to wątpił. Więc jak to się stało Ralph?>> Przyznam, książka była nawet ciekawa.
Diana była w łazience i brała prysznic. nagle ktoś zapukał do drzwi. Wstałam. Spodziewałam się tylko Bruna. Lub mogła to być moja nowa koleżanka z pracy- Natalie. Otworzyłam drzwi, przed nimi stał Bruno z bukietem kwiatów w dłoniach
-Cześć Emily. -Uśmiechnął się i wszedł do domu, zamknął za sobą drzwi.
-Cześć Bruno. -Złączył nasze usta w pocałunek, oderwałam się od niego i zaśmiałam.
-Czemu nie całujesz? -Patrzył na mnie.
-A muszę? -Zrobiłam cwaną minę.
-Taaak! -Uśmiechnął się szeroko.
-A jak nie to co? -Poruszyłam brwiami.
Nagle łapiąc mnie w pasie jedną ręką zaczął mnie łaskotać. Śmiałam się głośno. Niespodziewanie wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu. Usiadł ze mną na sofie.
-I co teraz? -Zapytał zbliżając twarz do mojej twarzy.
-Hmm... -Nasze usta prawie stykały się. Patrzyłam prosto w jego piękne czekoladowe oczy. Uśmiechnął się i szybko pocałował mnie tak namiętnie, że przeszedł mnie dreszcz jak gdyby robił to pierwszy raz.
W pewnej chwili drzwi od łazienki otworzyły się, a w nich stała postać Diany z wielkim turbanem z ręcznika na głowie.
-No, co tam moje gołąbeczki? -Zapytała idąc w stronę kuchni.
-Idziesz gdzieś dziś? -Zadałam pytanie.
-No tak, idziemy na imprezę. -Powiedziała.
-Jak to " idziemy „?-Zapytał zaciekawiony Bruno.
-Idziecie ze mną? -Pyta z uśmiechem.
-Chyba wolimy pocieszyć się sobą, jeśli wiesz, o co chodzi? -Zaśmiał się.
-No wiem, wiem. -Śmieje się. -To ja idę się ogarnąć i lecę. -Odeszła do swojego pokoju tanecznym krokiem.
Wstaliśmy z sofy, a Bruno obejmując mnie od tyłu pocałował mnie w ramię patrząc na oddalającą się Dianę. Odwróciłam głowę w jego stronę i uśmiechnęłam się.
-Na prawdę chcesz się mną nacieszyć? -Położyłam swoje dłonie na jego.
-A ty nie chcesz? -Położył głowę na moim ramieniu.
-Jasne, że chce! -Pocałowałam go.
-Mmm... to mamy cały dom dla siebie? -Poruszył brwiami.
-Dokładnie tak. -Uśmiechnęłam się.
-A, co będziemy robić? -Zrobił "pierdziocha" na moim karku.
-Ej!!! -Zaśmiałam się i odsunęłam od niego.
-Chodź tuu! Chcę cię w końcu przytulić! -mówi wyciągając ręce w moją stronę.
- Nie lubię pierdziochów! -Śmieję się. -To łaskocze!



________________________

Czy ktoś tu jest? :c

Hoolies... poczytajcie troszeczkę...

  • awatar Iwus: @Brunkowa ;3: hahahaha jak dzieciom w przedszkolu no to jest takie coś....;D jesteś boska
  • awatar Brunkowa ;3: @fajnie jest: no to jest takie coś.. że na przykład przykładasz usta do ręki i dmuchasz. I wtedy na niby pierdzisz. :D To są "pierdziochy" ;)
  • awatar Iwus: gdzie jest odcinek i czemu go tu nie ma się pytam ja??!!??!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
-Bruno, jeszcze nigdy nie czułam się tak wyjątkowo. –Posłałam mu uśmiech.
-A ja nigdy nie całowałem się tak jak z Tobą. Jesteś wyjątkowa. –Na te słowa mój uśmiech powiększył się milion razy, a moje policzki płonęły od rumieńców.
-Chcesz może kakao? Wypijemy razem. –Odsunęłam się od niego i skierowałam się do kuchni. Zrobiłam drugie kakao i przyszłam z nim do Bruna. Ten siedział na kanapie i oglądał TV. Podeszłam do niego i dałam mu kakao, usiadłam.
-Planujesz kupić jakieś mieszkanie lub dom? –Spojrzał na mnie upijając łyk kakaa.
-Tak, chcę gdzieś otworzyć szkołę tańca. Musze tylko poszukać jakiegoś lokalu. –Westchnęłam.
-Koło mojego studio jest lokal. To znaczy niewyremontowany. Piętrowy. –Patrzył na mnie, przykryłam się kocem.
-Nie mam pieniędzy na remontowanie. Gdyby Bieber mnie przyjął miałabym dochód, miałabym pieniądze. Jeśli pieniądze, dom, jeśli dom, to własne Zycie, a jeśli własne życie to normalne Zycie niezależne od nikogo. –Przysunęłam się do Bruna i położyłam głowę na jego ramieniu.
-Pomogę Ci… -Dłonią gładził moje ręce.
-Jesteś kochany. –Cmoknęłam go w policzek.

_________________________________________

Budzik? Przecież ja nie miałam ustawionego budzika. Chwila… to nie mój budzik. Otworzyłam oczy i co widzę?!... Bruna widzę!
Wyciągnął rękę, aby wyłączyć budzika.

-Bruno… -Mruknęłam i wstałam.

-Skarbie, przepraszam musze iść do pracy. –Wstał i poszedł do łazienki. Boże pierwsza nos spędzona z Brunem. Na samą ta myśl uśmiechnęłam się. Wstałam. Spaliśmy na kanapie i nawet było wygodnie. Wyciągnęłam laptopa, a Bruno wyszedł z łazienki.

-Może pojedziesz ze mną? Pokażę Ci ten lokal. – Przetarł oczy i ziewnął. Zaczął ubierać buty.
-Bruno dziękuję, ale nie. Musze znaleźć coś innego. –Mruknęłam.
-No szkoda. To cześć Emily, wpadnę do Ciebie wieczorem. –Uśmiechnął się i wyszedł. Nagle zadzwoniła moja komórka. Odebrałam.

-Słucham?
-Cześć Emily. –To była Diana.
-Diana! Jak się cieszę, że Cie słyszę!
-Jestem na lotnisku w LA. Przyjedziesz po mnie?
-Co?! Jesteś tu?! Boże jak się cieszę! Zaraz będę. –Odłożyłam komórkę. Szybko pobiegłam do łazienki, odświeżyłam się, ubrałam i wyszłam z mieszkania. Z prędkością światła wybiegłam z hotelu. Zatrzymałam taksówkę i pojechałam na lotnisko.

***

-Diana! –Zauważyłam ją, podbiegłam do niej i przytuliłam.
-Emily, jak się cieszę, że Cie widzę. –Odwzajemniła mój uścisk .
-Tak tęskniłam! –Nadal się przytulałyśmy.
-Ja też Emily. –Pocałowała mnie w policzek – No opowiadaj co tam u Ciebie? Nie widziałyśmy się tak długo.- Zaczęłyśmy iść. – Jak twoja współpraca z Bieberem?
-Nie dostałam ten pracy. Znalazł innego tancerza…
-No chyba żartujesz! –Krzyknęła oburzona.
-Ale spokojnie… Na pewno coś znajdę. – Uśmiechnęłam się.
 

 
- Bruno… -Mruknęłam, zauważając, za oknem stojącego reportera.
-Zachowuj się normalnie. –Na pewno też go zauważył wcześniej.
-Czuję się niekomfortowo. –Spojrzałam na Bruna.
-Będziesz w mediach. –Uśmiechnął się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Bruno… -Wyszeptałam, kładąc dłoń na jego policzku. On się nie odzywał. Delektowaliśmy się sobą nawzajem. Jego usta rozgrzewały całe moje ciało. –Starczy… -Odsunęłam się od niego, wstałam i skierowałam się do drzwi wyjściowych.

Biegłam przed siebie, nie mogąc opanować łez. Pobiegłam do hotelu. Mijałam setki twarzy, nieznanych twarzy. Pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Dyszałam, miałam wszystkiego dość. I nagle nastała ciemność.
________________________________
Jasno, ciemno, jasno, ciemno, jasno.
Głupia lampa. Ktoś by mógł się nią zająć. Pomrugałam kilka razy powiekami. Słyszałam bełkot. Odwróciłam głowę i widzę Bruna. On chyba śpi. Wygląda bosko… Tak słodko. A za nim Philip, ale on nie spał. Stał i trzymał w dłoni papierowy kubek. Szturchał Bruna, pokiwałam głową, patrząc na Phila.
-Niech śpi… -szepnęłam, trochę chrapliwym głosem. A Bruno podniósł głowę i spojrzał na mnie.
-Emily… -Jego oczy zaszkliły się. Nie ogolił się. Ma kilkudniowy zarost. To znaczy, że byłam nieprzytomna przez kilka dni, a Bruno był blisko mnie? Niesamowite…
-Cześć Bruno… -Szepnęłam, prawie bez głośnie. Wziął moją dłoń i przyłożył ją sobie do ust. Złożył na jej wewnętrznej stronie delikatnego buziaka. Chciałam wstać, ale Bruno mi nie pozwolił. Nie wiem, czemu.
-Odpoczywaj… -Pogłaskał moje czoło o odgarnął moje włosy.
-Jestem wypoczęta… -Mój głos powrócił. Widocznie odzyskiwałam głos, słuch i inne zmysły. – Pić mi się chce. –Spojrzałam na Bruna. Wyglądał strasznie miał ogromne wory pod oczami. Wyciągnęłam do niego dłoń, uścisnął ją i przyłożył do swojego policzka. Kciukiem pogładziłam jego skórę pod oczami, przy okazji drażniąc paznokciami jego zarost. –Jak długo byłam nieprzytomna?
-Dwa dni… -Mruknął, zamykając oczy. –Nie potrafiłbym Cię zostawić.. Przepraszam, to przeze mnie tutaj jesteś. –Spojrzał mi w oczy.
Zamknęłam oczy i wycisnęłam łzę. Spłynęła po moim policzku. Nie zważając na Bruna i Philipa usiadłam na łóżku i wyciągnęłam wszystkie kroplówki z ręki. Wstałam, moje nogi były jak z waty. Pierwszy krok był niepewny, ale każdy z następnym coraz bardziej stanowczy. Oczywiście Bruno i Philip mnie zatrzymywali, ale ja wzięłam tylko swoją bluzę i wyszłam z sali. Wyszłam. Przed moimi drzwiami tłum. Pomiędzy nim przeciskali się lekarze i pielęgniarki. Zamknęłam drzwi za sobą i skierowałam się do wyjścia.

Weszłam do mieszkania w hotelu cała mokra. Gdy wychodziłam zaczęło padać. Od razu zdjęłam bluzę i rzuciłam ją na kanapę. Zdjęłam też koszulkę i spodnie. Chodziłam w samej bieliźnie. Z szafki wyciągnęłam krótkie spodenki i T-shirt. Poszłam do kuchni i zrobiłam sobie kakao.
Z kubkiem w ręku usiadłam przed telewizorem, przygryzłam się kocem i sączyłam gorący napój. Przeskakiwałam z kanału na kanał. O! Horror. Nagle ktoś zapukał do drzwi.

-Otwarte! –Krzyknęłam, nie chciało mi się wstać. Odwróciłam głowę w stronę drzwi. Ujrzałam twarz Bruna. Czemu on za mną chodzi? Czemu nie da mi spokoju? Czemu nie poprosi mnie o chodzenie? Kocham go, ale nie potrafię w jakikolwiek sposób tego pokazać… Czemu on mi nie rozjaśni tej sytuacji? –To ty… -Wstałam i odłożyłam kubek z kakaem.
-Oczekiwałaś chyba kogoś innego.- Spuścił głowę, lecz po chwili znowu ją podniósł, aby spojrzeć mi w oczy.
-Nikogo się nie spodziewałam, nie obawiaj się. –Złapałam jego dłoń i splotłam nasze palce. – Bruno, chciałam Cię przeprosić za to, że tak uciekłam… ze szpitala i z baru. Po prostu ja nie spodziewałam się tego pocałunku… Znamy się od kilku tygodni. Nie zrozum mnie źle, ale ty jesteś dla mnie czymś nieosiągalnym. Jeśli nie wiesz, lub się nie domyśliłeś to kocham Cię. Jesteś naprawdę wspaniałym facetem. –Patrzyłam w jego czekoladowe oczy.
-Emily, nie wiedziałem, że tak o mnie myślisz. Ja Ciebie też kocham. –Przybliżył się do mnie, moja twarz wziął w dłonie, a na moich ustach złożył soczystego buziaka.

Teraz nie mogę uciec. Nawet nie chcę. Kochamy się to było najważniejsze, ale nie możemy być razem. To byłaby totalna masakra. Paparazzi by za mną chodziło krok w krok.
Wtopiłam palce w jego loki. Niejedna dziewczyna zazdrościłaby mu takich włosów. Lekko je pociągałam, a Bruno wydawał z siebie ciche jęknięcia. Oderwałam się od niego. Przez dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i uśmiechaliśmy się. Wtuliłam się w niego, a on gładził moje plecy.

-Bruno, jeszcze nigdy nie czułam się tak wyjątkowo. –Posłałam mu uśmiech.
-A ja nigdy nie całowałem się tak jak z Tobą. Jesteś wyjątkowa. –Na te słowa mój uśmiech powiększył się milion razy, a moje policzki płonęły od rumieńców.
-Chcesz może kakao? Wypijemy razem. –Odsunęłam się od niego i skierowałam się do kuchni. Zrobiłam drugie kakao i przyszłam z nim do Bruna. Ten siedział na kanapie i oglądał TV. Podeszłam do niego i dałam mu kakao, usiadłam.
-Planujesz kupić jakieś mieszkanie lub dom? –Spojrzał na mnie upijając łyk kakaa.
-Tak, chcę gdzieś otworzyć szkołę tańca. Musze tylko poszukać jakiegoś lokalu. –Westchnęłam.
-Koło mojego studio jest lokal. To znaczy niewyremontowany. Piętrowy. –Patrzył na mnie, przykryłam się kocem.
-Nie mam pieniędzy na remontowanie. Gdyby Bieber mnie przyjął miałabym dochód, miałabym pieniądze. Jeśli pieniądze, dom, jeśli dom, to własne Zycie, a jeśli własne życie to normalne Zycie niezależne od nikogo. –Przysunęłam się do Bruna i położyłam głowę na jego ramieniu.
-Pomoge Ci… -Dłonią gładził moje ręce.
-Jesteś kochany. –Cmoknęłam go w policzek.

_____________________________

Witajcie Hooligani. ;3
Co tam u Was słychać?

U mnie nawet. Byłam na konkursie "Międzyszkolny konkurs kolęd i pastorałek" nie zajęłam żadnego miejsca, ale dostałam wyróżnienie i zaproszenie do szkoły muzycznej.
Jestem z siebie baaardzo zadowolona, mój pierwszy konkurs, a tak dużo...
WOW. ;D
  • awatar Iwus: heloł kiki kilka dni mnie nie ma a tu odcinków brak.Myślałam,że będę nadrabiać pół dnia zaległości.Obijasz się dziewczyno!!!!
  • awatar Brunkowa ;3: @Press it: Przepraszam Maaaamo. :3
  • awatar Press it: ejj ejj ty się tak upominasz a ty to co tak w kulki lecisz z odcinkiem hyy???
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Poszłam do mamy, pożegnałam się z nią. Jak zwykle to pożegnanie było strasznie długie. Później poszłam do mojej siostrzyczki –Victorii. A na końcu do taty, który siedział w swoim pokoju. Zapukałam do drzwi i przekręciła klamkę, weszłam do środka.

-Cześć Tato. –Uśmiechnęłam się.
-Słucham Cię Emily? –Wstał ze swojego fotela.
-Chciałam się pożegnać. Wylatuję do LA.
-Wreszcie wykorzystasz mój bilet. –Uśmiechnął się i podszedł do mnie. Przytuliłam go.
-Zgadza się. Kocham Cię. Troszcz się o Viktorię i o mamę. –Zamknęłam oczy i wdychałam mocną woń perfum mojego ojca.
-Ja Ciebie też kocham i będę się o nie troszczyć. Moja mała córeczka zostawia nas samych.. –Pocałował moje czoło.
-Tato.. Musze już iść. –Uśmiechnęłam się.
-Idź. –Puścił mnie.
-Trzymaj się tato. –Wyszłam z pokoju.

________________________________

***
Ta podróż była strasznie męcząca. Nigdy tak się nie męczyłam. Chyba się starzeję.
Wychodząc z lotniska, zadzwoniłam do mamy, aby powiedzieć jej, że doleciałam na miejsce. Następnie skontaktowałam się z Dianą. CUD. Odebrała.
-Słucham? –Usłyszałam w słuchawce znajomy głos.
-Cześć Diana.
-Cześć Rybko. Zaraz do Ciebie przyjdę. Muszę Ci coś powiedzieć.
-Diana.. mnie nie ma w domu… -Przerwała mi.
-To gdzie jesteś? Też muszę iść na miasto.
-Diana jestem w LA. Właśnie nie dawno doleciałam. –Słyszałam jak Diana westchnęła do słuchawki.
-Zostawiłaś mnie. Czemu? Bo Bruno też poleciał do LA? –Ustałam. Nie mogłam uwierzyć, że ona to powiedziała. Czemu tak powiedziała?
-Diana… Jutro mam się stawić u menagera Biebera. Przepraszam, że Ci nie powiedziałam. Bardzo Cie przepraszam.
-No dobrze. Przylecę za tydzień. Bo muszę zrobić z nim wywiad.
-Będę czekać. Bo na razie nie planuję powrotu do domu.

***

Mieszkanie hotelowe? Same luksusy. Mi na razie pasuje. Później znajdę sobie jakieś mieszkanie. Ale to nie teraz. Wzięłam prysznic. Gorący, którego bardzo potrzebowałam. Pełen relaks. Tylko jeszcze masaż. Byłabym w niebie.
Po kąpieli położyłam się do łóżka. Miękkie poduszki… za miękko tu.
Nagle wyświetlacz mojej komórki zaświecił się, podniosłam ją i przeczytałam wiadomość.
„Od: Bruno
Witaj w LA, Emily. Jutro o 20. Będę pod twoim hotelem. Dobranoc.”
Czy on mnie śledził? Zaczynam się bać. Odłożyłam komórkę na szafkę obok i zasnęłam.

***

Rano obudził mnie budzik. Już 7.30? Jęknęłam na myśl, że musze wstać. No cóż, trzeba, nie mogę kłócić się z budzikiem.
Wstałam i poszłam do łazienki. Szybki prysznic, szorowanie ząbków, wyczesanie się. Wyszłam Trzeba się ubrać. –Pomyślałam.- Tylko, w co? Podeszłam do walizki i wyciągnęłam pierwsze ubrania z brzegu.
Co my tu mamy… niebieskie jeasny, biały T-shirt i bluza. Czy to prawidłowy strój na tak ważne spotkanie? Moim zdaniem TAK.
Ubrałam się. Jedząc śniadanie sprawdzałam swoją pocztę. Kliknęłam w e-maila od Biebera, który został wysłany kilka minut temu.
„Od: Justin Bieber
Pragnę Pania przeprosić, iż mój menager znalazł innego tancerza. Przepraszam bardzo.”
Na klawiaturę spadło kilka moich łez. Kilka słonych łez. Zamknęłam laptopa i wyszłam z mieszkania. Jak ten cholerny dupek mógł mi coś takiego zrobić?! Może przeginam, może to jego menager? Nie ma pojęcia. Chciałabym jak najszybciej z kimś pogadać.
Mama? Na pewno jeszcze śpi. Tata? Też… Diana? Może wróciła dopiero z jakiejś imprezy. A Bru… NIE! Nie chcę go widzieć. Ale ja go kocham! On ma dziewczynę! Emily ogarnij się! Przecież on jest z wyższej półki! Nie dla Ciebie! Nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
-Tak? Słucham?
-Emily? Odwróć się. –Poznałabym ten głos wszędzie. Od razu się odwróciłam. To był on. Bruno. Odsunęłam komórkę od ucha i patrzyłam na niego z otwartymi ustami.

-Cześć Emily! –Pomacham mi ręką na przywitanie
-C-cześć Bruno. –Wciąż nie mogłam uwierzyć, że go widzę.
-Jak się czujesz? Czemu nie jesteś w pracy? Co? – Przytulił mnie mocno, ale uważając na moją rękę.
-Spławili mnie… -Do moich oczu napłynęły łzy.- Mam dość. –Mruknęłam i wtuliłam się w niego. Nie potrafiłam się na niego gniewać. Był moim ideałem. Haczyk? Haczykiem jest jego dziewczyna… Jessica Caban. Cóż mogę o niej powiedzieć? Modelka, wspaniała figura, wielkie zarobki. Brunetka, ciemne oczy. Wspaniałe powodzenie w karierze.
-Co?!- Zmarszczył brwi
-Menager Justina znalazł kogoś lepszego… -Westchnęłam, a po moim policzku spłynęła łza, usiadłam na ławce, a Bruno obok mnie.
-Ty jesteś najlepsza. –Objął mnie swoim ramieniem. Czułam się przy nim bezpiecznie. Kocham go. –Jesteś najlepsiejsza od wszystkich. –Uśmiechnął się, widząc, że rozbawił mnie tym słowem.
-Bruno nie ma takiego czegoś jak „być najlepsiejszym”. –Nie mogłam powstrzymać chichotu. Wreszcie ktoś poprawił mój humor. Nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo mi to pomogło. Wtuliłam się w niego.
-Ale i tak dla mnie jesteś najepsiejszą kobietą na świecie. –Cmoknął mnie w czoło. Czułam jak jego rozgrzane wargi muskają moją skórę. Kolejny dowód na to, że mogę czuć się przy nim bezpiecznie. – Idziemy do kawiarni? –Uśmiechnął się proponując mi to.
-Z tobą? Zawsze.


***


Siedzieliśmy popijając drinki. Bruno powiedział mi, że zerwał z Jessicą. Powód? Gdy go nie było spotykała się z innym.

-Bruno przykro mi… -Szczerze? W głębi duszy wariowałam. Cieszyłam się jak głupia. Już marzyłam o tym, aby resztę życia spędzić w jego ramionach.
-A mnie nie. Już od dawna nie było dobrze. Ale nas szczęście znalazła się taka wspaniała kobieta. O imieniu Emily… Urodzona w Nowym Jorku. –Uśmiechnął się, spoglądając na mnie.
-Schlebiasz mi. –Czuję jak płonę. Moje policzki zamieniły się w ognisko. Bruno nie odrywał ode mnie wzroku. Głupia ja… -Przepraszam… -Zakryłam twarz dłońmi.
-Nic się nie stało… Wyglądasz uroczo w rumieńcach. –Wstał ze swojego miejsca i usiadł obok mnie, objął ramieniem.
- Bruno… -Mruknęłam, zauważając, za oknem stojącego reportera.
-Zachowuj się normalnie. –Na pewno też go zauważył wcześniej.
-Czuję się niekomfortowo. –Spojrzałam na Bruna.
-Będziesz w mediach. –Uśmiechnął się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Bruno… -Wyszeptałam, kładąc dłoń na jego policzku. On się nie odzywał. Delektowaliśmy się sobą nawzajem. Jego usta rozgrzewały całe moje ciało. –Starczy… -Odsunęłam się od niego, wstałam i skierowałam się do drzwi wyjściowych.

Biegłam przed siebie, nie mogąc opanować łez. Pobiegłam do hotelu. Mijałam setki twarzy, nieznanych twarzy. Pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Dyszałam, miałam wszystkiego dość. I nagle nastała ciemność.

___________________________

Chwaliłam się Wam jaki prezent dostałam od przyjaciółki? No to patrzcie. <3

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
-Zabieraj tego swojego kolegę i wynoś się! To, że jesteś gwiazdą, nie znaczy, że możesz ranić, kogo chcesz! –Ponownie krzyknęłam i nie dałam dojść mu do słowa.
Odprowadziłam go wzrokiem. Wyszedł. Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać. Jak on mógł mi coś takiego zrobić? Czemu mi nie powiedział? CZEMU?! Kocham go…, ale to, co mi zrobił… nie wiem czy mu przebaczę. Weszłam głębiej pod kołdrę, okryłam się po same uszy. Wzięłam telefon, który leżał na szafce obok łóżka i zadzwoniłam do Diany.
Pierwszy sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci sygnał.
„Przepraszamy, ale ten numer jest chwilowo zajęty.”
Super- Pomyślałam. Spróbowałam jeszcze raz.
Nikt nie odbiera. Słychać tylko drętwy dźwięk nieodebranego telefonu.
Zmęczona po próbach dodzwonienia się do przyjaciółki, odłożyłam komórkę i wstałam. Postanowiłam się ubrać. Założyłam miętowe rurki, czarną bluzę i czarne trampki. Do kieszeni wsunęłam komórkę. Z szafy wyciągnęłam walizkę podróżną i rzuciłam ją na łóżko.

___________________________
Spodnie, koszulki, trampki, szpilki, bluzy, koszule, spódniczki, książki, laptop, skarpetki i bielizna. No to chyba wszystko… -Pomyślałam. – A nie! Jeszcze szczoteczka, pasta do zębów, żel pod prysznic, szampon, kosmetyczka. Ładowarka do telefonu i telefon, oczywiście. Dokumenty i zdjęcia. Chyba byłam gotowa. Jeszcze pieniądze, ale po to muszę pójść do banku.
Włączyłam jeszcze laptopa i poprawiałam włosy. Weszłam na pocztę i przeczytałam kilka z nich.
- Bieber, Bieber, Bieber, Bieber. –Mruczałam po nosem, przewijając kursorem stronę.
„ Od: Justin Bieber
Witam Panno Brown. Już nie mogę doczekać się naszego spotkania i współpracy z Panią. Zobaczymy się jutro u mojego menagera. Do zobaczenia, Panno Brown.”
Miły chłopak z tego Justin’a. –Pomyślałam i uśmiechnęłam się.
Nagle do mojego pokoju ktoś zapukał.
- Proszę! –Krzyknęłam i drzwi się otworzyły. Stała w nich moja mama.
-Emily… ty gdzieś lecisz? –Odwróciłam się. Była strasznie blada. No cóż, zawsze była blada, ale teraz mogła wtopić się w ściany.
-Mamo, co się stało? –Wstałam i podeszłam do niej. –Lecę do LA. Współpracować z Justin’em Biebier’em.
-Bruno siedzi przed domem… Pokłóciliście się, prawda? –Patrzyła na mnie z wyrzutem.
-Mamo… Pokłóciliśmy się, ale przecież nie umrzemy.
-Pogódź się z nim. Tworzycie wspaniałą parę. Bądź z nim szczęśliwa. Jest inny niż ten przeklęty Harry.
-Mamo… -Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. – On ma dziewczynę. A poza tym się nie kochamy.- Moja mama stała i patrzyła na mnie. – Ale pogadam z nim, dobrze? Nawet, Jeśli chcesz możesz go do mnie zawołać. Musze dokończyć pakowanie. –Pogłaskałam jej ramiona.
-Już idę. – Odwróciła się i poszła.
Nie odpisywałam już na tego maila. Wyłączyłam laptopa i schowałam go do walizki. Podeszłam do szafki i wyszperałam tam bilet. Tata mi go kupił. Dwa tygodnie temu. Cud, że jest jeszcze ważny.
Gładziłam ten kawałek papieru w dłoniach. Nagle ktoś otworzył drzwi.
-Mówiłam, że się puka! –Odwróciłam się i krzyknęłam. W drzwiach stał Bruno. –A. To ty. –Mruknęłam.
-Twoja mama powiedziała mi, że chciałaś ze mną pogadać. –Zamknął drzwi, gdy wszedł do mojego pokoju. Mruknęłam. –Emily… Przepraszam. –Usiadł obok mnie. Przez chwilę wpatrywałam się w jego cudowną ciemną twarz. Miałam wielką ochotę dotknąć jego włosów. Nie jedna dziewczyna może mu zazdrościć takich wspaniałych loków. Czułam od niego dym papierosowy.
-Paliłeś… -Mruknęłam i wstałam.
-To teraz nie ważne czy paliłem lub nie. Ty teraz jesteś ważna. –Również wstał i podszedł do mnie i złapał moje dłonie.
-Masz dziewczynę.-Mruknęłam i spuściłam głowę.
-Mam Ciebie. –Mruknął mi do ucha. – Tylko Ciebie, rozumiesz? Emily jesteś dla mnie ważna. –Szepcze.
-Bruno! –Odepchnęłam go od siebie. –Przestań! Mam dość! Ile można?! Ratujesz mnie, przyjaźnisz się, całujesz i dopiero później mówisz mi, że masz dziewczynę?! A teraz, co? Oczekujesz, że spojrzysz na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczkami, a ja rzucę Ci się na szyję i zechcę być twoją na zawsze? –Patrzyłam na niego jak na idiotę. Wzięłam walizkę i wyszłam z pokoju.
-Emily… -Poszedł za mną, położył swoją dłoń, na mojej. Spojrzałam na niego. – Dla Ciebie jestem w stanie zrobić wszystko.
-To zostaw mnie w spokoju. –Mruknęłam pod nosem.
-Nie dam rady. –Przybliżył się so mnie i pocałował delikatnie moje wargi. –Kocham Cię. –Szepnął mi do ucha i wyszedł z domu.

No i co mogłam zrobić? Moje serce rozdarło się na miliard kawałeczków. Mam wyrzuty sumienia. To przez Bruna… No cóż, może kiedyś uda mi się jeszcze z nim porozmawiać, spotkać.
Poszłam do mamy, pożegnałam się z nią. Jak zwykle to pożegnanie było strasznie długie. Później poszłam do mojej siostrzyczki –Victorii. A na końcu do taty, który siedział w swoim pokoju. Zapukałam do drzwi i przekręciła klamkę, weszłam do środka.

-Cześć Tato. –Uśmiechnęłam się.
-Słucham Cię Emily? –Wstał ze swojego fotela.
-Chciałam się pożegnać. Wylatuję do LA.
-Wreszcie wykorzystasz mój bilet. –Uśmiechnął się i podszedł do mnie. Przytuliłam go.
-Zgadza się. Kocham Cię. Troszcz się o Viktorię i o mamę. –Zamknęłam oczy i wdychałam mocną woń perfum mojego ojca.
-Ja Ciebie też kocham i będę się o nie troszczyć. Moja mała córeczka zostawia nas samych.. –Pocałował moje czoło.
-Tato.. Musze już iść. –Uśmiechnęłam się.
-Idź. –Puścił mnie.
-Trzymaj się tato. –Wyszłam z pokoju.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cała trójka była uśmiechnięta i roześmiana. Tylko gdzie był Bruno?

- Dzień dobry. –Mruknęłam. Spojrzeli na mnie jak na kupę nieszczęścia. W sumie to nawet nią byłam.
-Cześć. –Philip posłał mi swój sympatyczny uśmiech.
-Dzień dobry. –Jednocześnie odpowiedzieli mama i tata.
-Gdzie Bruno? –Spojrzałam na Philipa oczekując od niego odpowiedzi.
-Tu jestem! –Podszedł do mnie od tyłu i przytulił. – Jak się czujesz? –Puścił mnie i dokończył suszenie swoich włosów ręcznikiem. Miał na sobie granatową koszulkę i spodnie do kolan.
-Bruno dziękuję za wczoraj. Gdyby nie ty, nie wiem, co bym zrobiła. –Uśmiechnęłam się.

_________________

-Emily to drobiazg. Za to przenocowaliśmy u Ciebie. –Uśmiechnął się. – Musimy się zbierać. Lecimy dzisiaj do LA. –Patrzyliśmy sobie w oczy, westchnął cicho.
-Co? Nic mi nie mówiłeś… -szepnęłam, a do moich oczu napłynęły łzy. Nawet nie zdałam sobie sprawy, że to jedno krótkie zdanie może się tak silnie na mnie odbić. Bruno wróci do LA. Zostawi mnie samą, samą jak palec. Ja go chyba kocham… Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do pokoju.
-Em… - Słyszałam Bruna za sobą. Weszłam do pokoju i zatrzasnęłam drzwi, lecz ich nie zamknęłam na klucz, położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Ja go kocham. Tak! Kocham! Bardzo! Muszę z nim porozmawiać. Natychmiast. W tym samym czasie wszedł do mojego pokoju, uklęknął przy moim łóżku. – Emily… Kiciu. – Pogładził moje ramie. Nachylił się do mnie i pocałował mnie lekko w szyję. Delikatnie drgnęłam.
-Bruno… -mruknęłam i odwróciłam się do niego. Po moich policzkach spływały łzy. A on złączył nasze wargi w gorący i namiętny pocałunek.
Nie spodziewałam się tego. Czy on to robi, żeby mnie pocieszyć? Wie jak on na mnie działa? Czy bierze mnie na litość? Miliony i miliardy myśli przemknęło przed moją głowę.
Położył dłoń na moim udzie. Delektowałam się każdym minimetrem jego ust.
Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Byliśmy jak zahipnotyzowani.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, oderwaliśmy się od siebie, a do pokoju wszedł Philip. Spojrzałam na Bruna, wstałam i minęłam Phila w drzwiach. Poszłam do łazienki zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Przygryzłam dolną wargę.
Ten pocałunek był niesamowity. –Pomyślałam- Coś wspaniałego, coś, czego nie przeżyłam nigdy. Niczego innego nie chcę, tylko jego: Bruna. Jest niesamowity. Nie mogę znaleźć jakichkolwiek słów opisujących to, co czuję do Bruna. Kocham go, tylko tyle.

Wzięłam szybki prysznic. Wyszłam z łazienki z turbanem na głowie i w ręczniku. Przemierzyłam korytarz, żeby wejść do swojego pokoju. Otwierając drzwi zauważyłam Bruna stojącego przy regale, gdzie były moje zdjęcia i medale.

-B-Bruno.. –Wydukałam, patrząc na niego. Odwrócił się do mnie, trzymał w dłoni zdjęcie. Najwyraźniej nie spodziewał się mnie w tej chwili, był trochę sparaliżowany. Podeszłam do niego i położyłam dłoń na jego ramieniu. Trzymał moje zdjęcie, na którym byłam ja i moja zmarła klaczka Łyska.
-Jeździsz konno? –Spojrzał na mnie, lustrując moje ciało.
-Jeździłam. – Zabrałam mu zdjęcie i odłożyłam je. Nie chciałam wspominać przyszłości. Nie była zbyt kolorowa.
- A czemu nie jeździsz? Bo chyba kochasz to, co robisz… Nie każdy może mieć taką kolekcję medali. –Patrzyłam na niego.
-Bo nie… - Chciałam udać obojętność, ale chyba mi się nie udało, usiadłam na łóżku.
-Emily… -Przykucnął przede mną-, Czemu mi nie powiesz? –Położył dłonie na moich kolanach. –To, chociaż nie bądź smutna. –Pogładził moje kolana.
-Nie chcę do tego wracać. –Położyłam swoje dłonie na jego.
-Rozumiem. –Uśmiechnął się i wstał –No… trzeba jechać i się spakować.
-Musisz? –Wstałam za nim.- Bruno… zostań ze mną, proszę.

Wyobrażam sobie jak mogłam teraz wyglądać. Jak jakaś Sierotka Marysia. Nie chciałam się z nim rozstawać. Był kimś ważnym dla mnie. Osobą, która jest moim ideałem. Jeśli on wyjedzie do LA, kto się mną zajmie. Ja bez niego nie istnieję.

-Em.. Emily… -Bruno machał ręką przed moją twarzą. Wyrwał mnie z rozmyśleń. Ocknęłam się, pomrugałam gwałtownie kilka razy. –Nie mogę zostań. Muszę lecieć do Jessicy. Już tydzień się nie widzieliśmy, tęsknię za nią.
-Jaka Jessica? –Patrzyłam na niego jak na idiotę. Nie wspominał mi o żadnej dziewczynie.
-Jesteśmy razem, jest moją dziewczyną. –A do moich oczu napłynęły łzy. Dlaczego nic mi o niej nie opowiadał? Po co mnie pocałował? PO, CO?! Zranił mnie. Nienawidzę go.
-Wynoś się z mojego domu. –Wyszeptałam cicho. Po moich policzkach spływały łzy. –Nie chcę cię widzieć! –Krzyknęłam.
-Emily… - Podszedł do mnie, a ja uderzyłam go w twarz.
-Zabieraj tego swojego kolegę i wynoś się! To, że jesteś gwiazdą, nie znaczy, że możesz ranić, kogo chcesz! –Ponownie krzyknęłam i nie dałam dojść mu do słowa.
Odprowadziłam go wzrokiem. Wyszedł. Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać. Jak on mógł mi coś takiego zrobić? Czemu mi nie powiedział? CZEMU?! Kocham go…, ale to, co mi zrobił… nie wiem czy mu przebaczę. Weszłam głębiej pod kołdrę, okryłam się po same uszy. Wzięłam telefon, który leżał na szafce obok łóżka i zadzwoniłam do Diany.
Pierwszy sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci sygnał.
„Przepraszamy, ale ten numer jest chwilowo zajęty.”
Super- Pomyślałam. Spróbowałam jeszcze raz.
Nikt nie odbiera. Słychać tylko drętwy dźwięk nieodebranego telefonu.
Zmęczona po próbach dodzwonienia się do przyjaciółki, odłożyłam komórkę i wstałam. Postanowiłam się ubrać. Założyłam miętowe rurki, czarną bluzę i czarne trampki. Do kieszeni wsunęłam komórkę. Z szafy wyciągnęłam walizkę podróżną i rzuciłam ją na łóżko.


______________________

Luudzie no!!
Ktoś tu w ogóle JEST?!

CICHO TU..
STRASZNIE.. ;C
  • awatar Iwus: ja jestem a co?! Super mi się podoba pisz dalej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
-Nic. –Usiadłam na murku, nie patrzyłam na niego.
-Hej… -Złapał moją dłoń i delikatnie zaczął ją głaskać.
-Bruno, naprawdę. Po prostu muszę iść. –Wstałam i zabrałam od niego moją dłoń. Bruno… zadzwonię. Obiecuję. Idź do Philipa. –Pocałowałam delikatnie jego policzek i skierowałam się do swojego domu.

____________________

Poszłam, czułam, że ktoś mnie śledzi. To było takie głupie uczucie. Weszłam do parku, nie było jeszcze ciemno, ale lampy wzdłuż ścieżek już się paliły. Byłam już w połowie drogi, gdy nagle przyszedł na mnie SMS. Miałam nadzieję, że to Bruno, ale gdy przeczytałam, co było napisane, aż dostałam gęsiej skórki. „Harry”. Przeczytałam tą wiadomość.


„Strzeż się”- po chwili- „Myślisz, że się mnie pozbędziesz.?” –Następnie- „Mylisz się”

Przestraszyłam się, moja czujność wyostrzyła się. Słyszałam każdy najcichszy dźwięk. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i zakleił usta. Straciłam przytomność. Obudziłam się i jakimś pomieszczeniu. Było ciemno, nic nie widziałam. Chciałam się ruszyć, ale nie mogłam. Dopiero po kilku minutach zrozumiałam, że jestem przywiązana i mam przyklejoną taśmę do ust. Ktoś zapalił światło, a moje oczy trochę przyzwyczaiły się do ciemności. Cicho jęknęłam. W drzwiach stała znana mi postać. Podszedł do mnie przykucnął.


-Oo… wreszcie się obudziłaś… szkoda. Rozwiąże cię i odkleję taśmę z ust, ale nie możesz pisnąć ani słowa. Rozumiesz.? Jak coś zrobisz, to wtedy spotka cię zasłużona kara.-Zaczął rozwiązywać wszystkie sznury.- I co? Lepiej bez tych sznurów? – Zaczął rozpinać mi bluzkę. Walnęłam go w nogę, a on mnie w twarz. Nie ukrywam, dość mocno to zrobił. Bolało.

-Dlaczego mi to robisz.? –Spytałam przez łzy. Spływały mimowolnie po moich polikach.
-Bo mi się podoba… A teraz gadaj, co to za pedofil? –Wstał i ja również.
-To nie żaden pedofil tylko facet lepszy od ciebie! –Krzyknęłam i odsunęłam się od niego.
-Oo… to już byłaś z nim w łóżku? –Zaśmiał się ironicznie.
-Może tak, może nie. –Patrzyłam na niego.
-No gadaj suko! –Popchnął mnie na ścianę.
-Nic ci chuju nie powiem! –Złapał mnie za szyję, zaczęłam się dusić.
-Puść mnie! –Powiedziałam ostatnimi resztkami powietrza.


Posłuchał mnie, ale pociągnął za włosy i wrzucił do piwnicy. Spadłam ze schodów i zrobiłam kilka salt. Ostatnimi siłami wyjęłam telefon i wysłałam do Bruna SMS’a.
„Bruno ratuj! Pomocy! Jestem u Harry'ego.!”
Na szczęście wiedział, gdzie mieszka Harry. Po kilkunastu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Przez szczelinę pod drzwiami zobaczyłam kilka cieni. Domyśliłam się, że między nimi doszło do szarpaniny. Usłyszałam głos Bruna i Phila. Byłam bardzo szczęśliwa.


-Emily, Emily! Gdzie jesteś.? –Podeszłam do drzwi i zaczęłam w nie walić, ból był ode mnie silniejszy. Ale nie mogłam się poddać.
-Bruno tutaj.! –Próbował otworzyć drzwi, ale były zamknięte na klucz.
-Emily odsuń się! –Po chwili Bruno wyważył drzwi –Chodź ze mną. –Wyciągnął do mnie rękę, wyszłam z piwnicy.
-Ta szmata nigdzie nie idzie! –Krzyknął Harry wskazując na mnie palcem.
-Nie masz prawa tak na nią mówić!- Bruno rzucił się na Harrego z pięściami.
-Bruno! –Krzyknęłam
-Bruno, chodź, Emily ledwo trzyma się na nogach.


Na te słowa Bruno odpuścił i podszedł do mnie, pocałował mnie w policzek. Philip wyjął telefon i zadzwonił na policję. Harry słysząc to uciekł, popychając mnie. Upadłam na tą rękę, która mnie tak strasznie bolała. Krzyknęłam, łzy spływały po moich polikach.

-Bruno jedź z Emily taksówką do szpitala. Przyjadę później do was.


***


Ocknęłam się. Leżałam na łóżku, kilka razy pomrugałam. Rozejrzałam się i byłam w swoim pokoju. Co się stało? Pamiętam tylko, że byłam u Harrego w domu, był tam też Bruno i Philip. Mam gips na ręce. Nie pamiętam, co się wydarzyło. Wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju, usłyszałam kilka osób w kuchni. Weszłam tam. Mama siedziała przy stole i jadła kanapki, tata siedział naprzeciwko niej, trzymał w rękach gazetę a przed nim stał kubek z kawą, Philip stał przy blacie, w dłoni trzymał miseczkę z płatkami i mlekiem. Cała trójka była uśmiechnięta i roześmiana. Tylko gdzie był Bruno?

- Dzień dobry. –Mruknęłam. Spojrzeli na mnie jak na kupę nieszczęścia. W sumie to nawet nią byłam.
-Cześć. –Philip posłał mi swój sympatyczny uśmiech.
-Dzień dobry. –Jednocześnie odpowiedzieli mama i tata.
-Gdzie Bruno? –Spojrzałam na Philipa oczekując od niego odpowiedzi.
-Tu jestem! –Podszedł do mnie od tyłu i przytulił. – Jak się czujesz? –Puścił mnie i dokończył suszenie swoich włosów ręcznikiem. Miał na sobie granatową koszulkę i spodnie do kolan.


-Bruno dziękuję za wczoraj. Gdyby nie ty, nie wiem, co bym zrobiła. –Uśmiechnęłam się.


______________________________________

Jeju... ;3
Dodaję tutaj, żeby jakoś obudzić innych.

Proszę, was... Krytykujcie moje opowiadanie!
Potrzebuję takiego ostrego zastrzyku, o mi się wena kończy. :c

Kocham Łas... <3
 

 
http://thesexdragonbrunomars.blogspot.com/

Tu jest mój blog, gdzie jest moje opowiadanie.
 

 
*Cześć, cześć.*

Co tam u Was?

*KTOŚ CHCIAŁBY ODCINEK?*


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Huhuhuhuhu.. ;3
Taki seksowny w tych slipkach. Arrr.. ;D

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
No cześć.
Jeśli pamiętacie to jestem Olivia.
Mój miniblog przeżywa straszne wstrząsy, nie wiem co tu robić. Czy pisać opowiadania z Brunem, czy też takie bez Bruna (?).
Sama nie wiem. Ale chyba reaktywuje swoje dawne, dawne, daaaaawne opowiadanie.
Kto by czytał.?

Hm.?

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›